Mój megaspóźniony tort z okazji zmiany przedniej cyferki na "2". Kompletnie inny niż pieczone przeze mnie wcześniej torty - w ogóle nie jest słodki. Tu zapewne większość osób zakończy czytanie ;) Ale może znajdzie się ktoś chętny na przetestowanie połączenia jabłek, orzechów w karmelu, czekoladowego biszkoptu i ptasiego mleczka. Przepis na tortownicę o średnicy 25 cm.
Pieczemy biszkopt, studzimy i kroimy na 3 blaty. Na patelni roztapiamy masło, wysypujemy orzechy/migdały i pół szklanki cukru. Podgrzewamy aż wszystko się zrumieni, przekładamy na natłuszczoną folię aluminiową (uwaga - bardzo gorące!) i kruszymy po zupełnym wystygnięciu. Powyższe najlepiej zrobić dzień wcześniej ;)
Jedno opakowanie galaretki rozpuszczamy w 200ml wrzątku i wstawiamy do lodówki, żeby szybciej stężała. Jabłka myjemy, obieramy, wykrawamy gniazda nasienne i ścieramy na tarce na dużych oczkach. Skrapiamy sokiem z cytryny i mieszamy z łyżką cukru. Pozostałe dwa opakowania galaretki rozpuszczamy w 600ml wrzątku, odstawiamy, tym razem nie do lodówki ;) Kremówkę ubijamy na sztywno, miksując dodajemy pierwszą, tężejącą już galaretkę.
Pierwszy blat ciasta smarujemy odrobiną masy, wykładamy na to jabłka i 1/3 kremówki. Kładziemy kolejny blat, 1/3 masy wymieszanej z pokruszonymi orzechami/migdałami w karmelu, przykrywamy ostatnim plackiem. Górę i boki tortu smarujemy pozostałą kremówką - trzeba to robić dość sprawnie, bo szybko tężeje. Dookoła tortu układamy "płotek" z rurek waflowych, delikatnie obwiązujemy nitką i wstawiamy do lodówki.
Kiedy pozostała galaretka zacznie już się ścinać, ostrożnie wykładamy ją na górę tortu i całość wstawiamy z powrotem do lodówki. Przed podaniem rozcinamy nitkę i zastępujemy ją wstążeczką ;)
...czyli brownie z masą krówkową lub (przy odrobinie wprawy piekącego) brownie w krowie łaty ;) Moje pierwsze i w sumie wyszło chyba jeszcze bardziej zakalcowate niż miało, ale wszyscy przeżyli ;) Przepis na standardową blachę, oparty na brownies od Doroty.
Masło roztapiamy na małym ogniu w rondelku, dodajemy połamaną czekoladę i mieszamy do połączenia obu składników. Przekładamy do miseczki.
Dodajemy kakao i dokładnie mieszamy. Miksując na najwyższych obrotach dodajemy kolejno jajka (po jednym), a następnie cukier, olejek i mąkę.
Blachę wykładamy papierem do pieczenia, wykładamy na nią połowę masy brownie, na to połowę masy krówkowej i mieszamy widelcem tworząc "szlaczki". Przykrywamy to resztą masy brownie i na górę przekładamy resztę masy krówkowej, ponownie robiąc szlaczki. Pieczemy około 40 minut w 175°C.
Bardzo czekoladowy i bardzo urodzinowy tort w ramach motywacyjnego kopa do dalszego wrzucania przepisów. Na dysku siedzi multum zdjęć czekających na swoją kolej, a ja nie mam weny/siły/nastroju do aktualizowania bloga. Na przeprosiny idzie więc od razu "grubszy zwierz" ;) Inspirowany tortem rubinowym Asi, jednak robiony na mój sposób (no dobra, bezczelnie ukradłam przepis na krem i wykorzystałam go do posmarowania tortu z zewnątrz, przyznaję się!). Przepis na tortownicę o średnicy 26cm.
Biszkopt upiec w tortownicy według przepisu, przestudzić. Galaretkę rozpuścić w 400ml, a żelatynę w połowie szklanki wrzątku. 200g czekolady rozpuścić w kąpieli wodnej, odstawić.
Maliny opłukać, odłożyć odpowiednią ilość do dekoracji. Biszkopt przekroić na 3 blaty, sok malinowy wymieszać z połową szklanki przegotowanej, wystudzonej wody. Kiedy galaretka i żelatyna zaczną tężeć i robić się "glutowate", ubić kremówkę na sztywno. Nadal miksując dodać żelatynę i rozpuszczoną czekoladę.
Pierwszy blat nasączyć wodą z sokiem, wyłożyć na to połowę galaretki i pozostałych malin, przykryć połową masy. Na to kolejny blat, nasączyć i wyłożyć kolejno resztę galaretki, malin i masy. Położyć ostatni blat, nasączyć i wstawić do lodówki.
Resztę czekolady rozpuścić w kąpieli wodnej, dodać masło i mleko skondensowane, miksować na średnich obrotach aż masa się lekko ubije i dokładnie połączy. Posmarować górę i boki tortu, udekorować malinami i wstawić z powrotem do lodówki.
Miało być drobiowe souvlaki, ale w końcu pozmieniałam przyprawy. Ilości przypraw w przepisie są podawane trochę na oko, bo sama niczego dokładnie nie odmierzałam ;) Szybki obiad z braku pomysłu szczerze mówiąc ;) Gotuję tylko dla siebie, dlatego z podanych ilości wychodzą dwa szaszłyki, na dodatek ja jeden będę miała jeszcze na jutro ;) Sos wychodzi w większej ilości, ale można go później wykorzystać choćby do świeżych warzyw (na przykład pokrojonej w paski papryki, rzodkiewki, ogórka) z pieczywem lub do innych mięs. W ramach akcji Kurczak na 1000 sposobów.
Pierś z kurczaka kroimy w kostkę, przekładamy do plastikowego pojemnika, zalewamy olejem, dodajemy jeden przeciśnięty przez praskę ząbek czosnku, oregano, bazylię, paprykę, łyżkę soku z cytryny, sól i pieprz i mieszamy. Zamykamy pojemnik i odstawiamy na około pół godziny do lodówki.
Serek mieszamy z drugim przeciśniętym przez praskę ząbkiem czosnku, pieprzem, solą, łyżeczką soku z cytryny i koperkiem. Odstawiamy do przegryzienia.
Rozgrzewamy patelnię grillową. Mięso nabijamy na patyczki do szaszłyków, smażymy ze wszystkich stron aż będą upieczone w środku. Po zdjęciu szaszłyków z patelni wrzucamy na nią pieczywo w kromkach i podpiekamy aż zrobi się chrupiące.
Szaszłyki podajemy z otrzymanymi grzankami i kleksem sosu.
Lżejsza wersja naleśników, które jadłam po raz pierwszy w krakowskiej naleśnikarni. Pierwowzorem był "zwykły" naleśnik z nutellą i bananami, podawany z bitą śmietaną. Ja całą czekoladę przeniosłam do ciasta naleśnikowego i zrezygnowałam z nutelli. Naleśniki są dzięki temu mniej "mulące" i mniej słodkie. Przepis z rodzaju tych kompletnie banalnych, na dwa naleśniki, przy akompaniamencie The Aggrolites :)
Patelnię wstawiamy na ogień, smarujemy odrobiną oleju (najlepiej zamoczonym w nim silikonowym pędzelkiem). Mąkę, kakao, mleko, jajko i łyżkę oleju mieszamy razem trzepaczką uważając, żeby nie powstały grudki. Ciasto naleśnikowe wychodzi dość gorzkie, więc jeśli ktoś tego nie lubi można dodać na tym etapie łyżeczkę cukru pudru. Smażymy naleśniki z dwóch stron ;)
Banana obieramy ze skórki, kroimy w półplasterki. Kremówkę ubijamy z cukrem pudrem na sztywno. Naleśniki smarujemy śmietaną, wykładamy na to kawałki banana i zwijamy, bądź składamy. Smacznego ;)
Chili i Czekolada © 2010 - wszelkie prawa zastrzeżone
Design i treść - Fela
Ikony - Pinvoke i Joseph North
Napędzane przez JoggerPL